Forum Forum Apokalipsy Strona Główna
 Forum
¤  Forum Forum Apokalipsy Strona Główna
¤  Zobacz posty od ostatniej wizyty
¤  Zobacz swoje posty
¤  Zobacz posty bez odpowiedzi
Forum Apokalipsy
2012 - New World Order - Zjawiska nadprzyrodzone - Ezoteryka - Rozwój Duchowy - UFO - Nauka
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie  RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
 
Wojny atomowe w starożytności - cz.1
Idź do strony 1, 2  Następny

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum Apokalipsy Strona Główna -> Historia świata / Paleoastronautyka Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  

Wojny atomowe w starożytności - cz.1
Autor Wiadomość
RA-V
Forumowicz.
Forumowicz.



Dołączył: 14 Mar 2006
Posty: 451
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2

PostWysłany: Pon 18:43, 19 Cze 2006    Temat postu: Wojny atomowe w starożytności - cz.1
 
Zapewne już sam tytuł tego artykułu Was zaintrygował? Myślicie sobie, że broń nuklearna i czasy odległe od współczesności o wiele tysięcy lat nie mogą mieć ze sobą nic wspólnego? Jesteście co prawda gotowi przyznać, iż starożytni dysponowali dalece większą wiedzą i możliwościami, niż się twierdziło jeszcze niedawno, w końcu nie da się dłużej zaprzeczać faktom: kilkadziesiąt wieków temu ludzkość dysponowała prądem elektrycznym, znała wszystkie planety układu słonecznego, operowała tak olbrzymi liczbami, że My nie poradzilibyśmy sobie bez Pentium IV... Ale broń atomowa? Nasza duma, nasze największe osiągnięcie, niezastąpiony środek bojowy, któremu nic się nie oprze. Z drugiej strony to nasza największa obawa, ale zawsze i niezależnie od spojrzenia na problem jakim są arsenały nuklearne wielkich mocarstw - to NASZ problem i wynalazek, twierdzenie przeciwne wydaje się tak nieprawdopodobne, że aż śmieszne... W przygotowywanym cyklu textów postaram się Was przekonać, iż owa nierealna z pozoru teza jest nie tylko możliwa, zamierzam udowodnić, iż taka jest właśnie prawda.

Zanim jednak zaczniemy należy wyjaśnić parę kwestii. Pisząc o 'starożytnych' nie mam na myśli ludzi. Owszem, mieli oni niewątpliwie styczność z techniką nuklearną, lecz nie jako jej twórcy, czy nawet użytkownicy. Analiza źródeł mitologicznych prowadzi do jednego tylko wniosku - ludzkość bywała tysiące lat temu ofiarą użycia boni nuklearnej, na szczęście nie była to globalna zagłada [choć i takie głosy pojawiają się wśród badaczy], ale liczba ofiar musiała być ogromna. Zwłaszcza, że wojny z zastosowaniem tej technologii były, jak się zdaje, na początku dziennym. Ludzkość ofiarą, lecz nie w taki sposób, jak tego obawiamy się dzisiaj [samozniszczenie]. Ofiary ludzkie były jedynie ubocznym skutkiem wojen prowadzonych przez bogów, czyli Przybyszów z obcych planet.

Wojny wśród bogów, prowadzone z użyciem ludzkich armii, ale i kosmicznej techniki. Dla każdego, kto choćby liznął dowolnej mitologii [choćby w szkole - helleńskiej] hasło - wojny bogów nie powinno zabrzmieć obco. Ale kosmiczna technika? Tak, jak i zapewne dla Was, tak i dla mnie pierwsza styczność z dawnymi legendami prowadziła [nie mogło być inaczej] do skwitowania lektury jednym, brutalnym słowem - bajka! Ale później, po lekturze kilku paleoastronautycznych książek przyszło olśnienie - opisy są owszem bajkowe, ale wyłącznie dlatego, że dla prymitywnych ludzi obserwujących nieznane sobie urządzenia i moce tak to wyglądało. Dla nas, gdy uważnie wczytamy się w tekst, gdy przedrzemy się przez grubą warstwę przekłamań, jakie siłą rzeczy musiały pojawić się na przestrzeni tych tysięcy lat dzielących nas od twórców mitologii, gdy odsuniemy na bok mistyczne opisy naszych nic-nie-rozumiejących przodków... Dla nas, czytany mit powinien się przeistoczyć w relację z rzeczywistych wydarzeń, bogowie przemienią się w kosmitów, czary w niezwykłą broń, mityczne stwory w pojazdy i roboty. Zaś wśród tych mitów odnajdziemy te, które aktualnie będą nas zajmować - legendy o starożytnych wojnach atomowych.

Zdaję sobie sprawę, jak kruchą [mimo wszystko] podstawą są przekazy z dawnych lat. Gdyby tylko one były podstawą tytułowego twierdzenia, zapewne sam znalazłbym się w gronie pesymistów. Jednak mity to nie wszystko, z pomocą przychodzi nam archeologia i geologia. Oczywista, fakty zbierane przez naukowców zostaną przeze mnie zanalizowane zupełnie inaczej. Właściwie należałoby powiedzieć - zbiorę fakty, które nie znajdują wyjaśnienia w oficjalnych naukowych teoriach. Nie nadam im nowego znaczenia, ale nadam im sens, którego są w naukowych schematach pozbawione. Sens, którego nie mają w oficjalnej nauce, gdzie są przez to pomijane i usuwane w niepamięć. Nieprawdopodobna historia, którą Wam opowiem stanie się przez to nie tylko dobrze uargumentowana, ale zapewni spójność i logiczność tych aspektów naszej przeszłości, z którymi nauka nie potrafi sobie poradzić.

Cykl obejmie łącznie 6 prac, wliczając to niniejszy wstęp. Rozpoczniemy od mitologii, ta bowiem pozwoli nam wyrobić sobie wyobrażenie rzeczywistości, jak miała faktycznie miejsce. Potem zajmie się materialnymi dowodami. Tak więc przeczytacie najpierw zawarte w indyjskiej Mahabharacie opisy wojen atomowych, zapoznacie się z pochodzącymi z Bliskiego Wschodu opisami przypadków użycia broni nuklearnej. Następnie przedstawię Wam ruiny miast zniszczonych w wyniku nuklearnego ataku, przedstawię geologiczne świadectwa prawdziwości tych historii. Wreszcie, nijako dla zwieńczenia całości, zapoznamy się z wiedzą ezoteryczną potwierdzającą moją teorię. Życzę miłego czytania i ośmielam się wyrazić przekonanie, iż po zakończonej lekturze uwierzycie w to, w co ja.

____________________________________

MAHABHARATA
____________________________________

Indie. Kraj czterdziestu tysięcy bogów. Nic dziwnego, że w tak licznym gronie dochodziło do konfliktów, bogowie ścierali się ze sobą wykorzystując do tego najnowocześniejszą technikę, najbardziej niszczycielską broń. Korzystając ze swych latających pojazdów zwanych vimanami siali zniszczenie nie tylko w Kosmosie, ale i na Ziemi, czego barwne opisy znajdziemy w starożytnym tekście Srimad Bhagawatam [Bhagawata Purana].

Pośrodku tych konfliktów zawsze znajdował się człowiek. Nie był li tylko przypadkową ofiarą boskich wojen. Często bywało i tak, że siły bogów wzajemnie się równoważyły i o zwycięstwie decydowała ludzka armia. Wierna rozkazom swych boskich dowódców brała udział w 'świętej [tylko w ich mniemaniu] wojnie', szła do bitwy, która mogła się skończyć tylko masakrą. Do bitwy, w której bogowie wytoczyli najcięższe działo - energię atomu.

Opisy wojen bogów są rzeczą powszednią we wszystkich mitologiach świata. Teksty indyjskie wyróżniają się jednak swoją wymownością i wiekiem. Pierwotne wersje niektórych eposów z subkontynentu datuje się na wiele tysięcy lat. Pora, więc przyjrzeć się wybranym fragmentom tych ksiąg i orzec, czy aby na pewno są to tylko wytwory bujnej wyobraźni naszych przodków, czy też mamy tu do czynienia z zapisem wydarzeń rzeczywistych, z reporterską relacją, którą uznajemy za bajkę, dlatego tylko, że nie dopuszczamy do siebie myśli, iż bogowie istnieją naprawdę - jako istoty z krwi i kości.

1. Mahabharata [księga Mausalaparwan]

Wyrzucono pojedynczy pocisk załadowany całą energią wszechświata. Żarzący się słup dymu i płomienia, jasny jak dziesięć tysięcy słońc, wzniósł się w całej swej wspaniałości... Była to nieznana broń, żelazny grom, gigantyczny wysłannik śmierci, który w popiół obrócił wszelki lud Vrishni i Andhaka... Ciała były tak spalone, ze nie dawały się rozpoznać, włosy i paznokcie odpadły, gliniane naczynia rozpadły się bez żadnej widocznej przyczyny, a pióra ptaków stały się białe. W ciągu jednej godziny wszystkie potrawy stały się niejadalne... w ucieczce od owego ognia żołnierze rzucili się do strumieni, aby obmyć swoje ciała i sprzęt...

[ta bron]...odrzuciła tłumy [wojowników] razem z ich rumakami, słoniami, pojazdami naziemnymi i ich bronią, jak gdyby były to suche liście drzewa. Odrzuceni podmuchem...wyglądali pięknie, jak ptaki w locie... odlatujące z drzew...

I jak? Gdyby nie kilka archaicznych sformułowań można by pomyśleć, że mamy tu do czynienia ze współczesną relacją z ataku nuklearnego na maszerującą armię. Z opisu, który należy datować na jakieś 2 do 6 tysięcy lat jasno wynika, iż Amerykanie bombardujący Hiroszimę nie byli pierwsi - już w starożytności ludzkość miała do czynienia z podobnie niszczącymi działaniami.

Co ciekawe, powyższy fragment pozwala wysnuć szczególnie interesujący wniosek. Osoba, spisująca tę relację zdaje się rozumieć istotę zdarzenia, które opisuje, wydaje się znać zasadę działania bomby atomowej. Bo czyż można lepiej określić istotę reakcji jądrowej, niż słowami 'cała energia wszechświata'? W końcu, zachodząca w czasie wybuchu reakcja jądrowa polega na rozerwaniu wiązań atomowych, a cóż, jak nie ta energia, trzymająca w kupie wszelką istniejącą materię, może być tak określona?

Dalszy opis jest również jak najbardziej rzeczowy i zgodny z faktycznym biegiem wydarzeń w czasie wybuchu jądrowego. Mamy, więc majestatycznie wznoszący się ku niebu słup ognia, a później dymu - któż z nas nie widział wspaniałych [aczkolwiek tylko wizualnie] zdjęć z prób jądrowych na wojskowych poligonach. Mamy spalone, rozpadające się w oczach ciała i przedmioty - dla lepszego wyobrażenia sobie piekła, jakie wywołał taki atak obejrzycie sobie pamiętną scenę z placu zabaw w Terminatorze 2... W tym też filmie użyto sformułowania 'dzieci, jak ze spalonego papieru'. Tu mamy, przy okazji opisu fali uderzeniowej niszczącej wszystko, co stanie jej na drodze równie wymowne określenie: 'jak gdyby było to suche liście z drzewa'.

Co do zastosowanej techniki, mowa o 'żelaznym gromie'. Czy może to być wskazówka, iż chodzi tu o bombę taką, jaką znamy - zamkniętą w metalowej puszce, a nie jakąś super wymyślną machinę rodem ze Star Treka? Być może, faktem jest natomiast to, iż... wiedziano, co robić. Zdawano sobie sprawę ze skażenia radioaktywnego, z tego, iż żywność w obszarze skażenia nie nadaje się do spożycia. Ba, można przypuszczać, iż istniały wówczas przepisy BHP na wypadek takiego ataku, można sobie nawet wyobrazić apel, na którym tysiące żołnierzy wysłuchuje wykładu na temat sposobów zminimalizowania zagrożenia spowodowanego opadem radioaktywnym: 'obmyć swoje ciała i sprzęt'. Potwierdza to kolejny fragment:

Grom opadł i stał się drobnym pyłem. Aby ujść przed tym ogniem, żołnierze rzucili się do rzek, aby obmyć ciała i zbroje.

A propos sprzętu, chciałbym wtrącić tu małą dywagację. Mahabharata mówi nam o 'pojazdach naziemnych', Biblia w księdze Hioba opisuje 'krokodyla' i 'hipopotama', które bynajmniej nie są zwykłymi zwierzętami, ale zbudowanymi z metalu machinami wojennymi. Wreszcie w Chinach odnajdujemy następującą charakteryzację machin wojennych: 'Ich głowy były z brązu, a czoła z żelaza. Miały ludzkie oblicza, ale ciała zwierząt'. Czy tak mogły wyglądać antyczne pojazdy opancerzone?

Oto inny fragment:

Dwa takie pociski spotkały się w powietrzu. Wówczas ziemia wraz z wszystkimi górami, morzami i drzewami zaczęła dygotać, a wszelkie żywe stworzenia zostały porażone energia tej broni i ogromnie ucierpiały. Niebo stanęło w ogniu, a dziesięć stron horyzontu napełniło się dymem...

Tu mamy coś jeszcze lepszego! Coś na miarę systemu wojen gwiezdnych, jaki planują stworzyć Amerykanie, a jeśli nawet nie, to i tak system obrony przeciw rakietowej w czasach odległych o tysiące lat wstecz jest czymś niezwykłym. Przy okazji poprzedniego cytatu sugerowałem, iż mamy do czynienia z bombą atomową. Tu, z całą pewnością mamy opis rakiety balistycznej i jej zderzenia z kontr-pociskiem wystrzelonym przez drugą stronę. Do eksplozji nuklearnej doszło wysoko w atmosferze, a mimo to skutki, jakie zdarzenie to wywołało budzą respekt. Ognista fala uderzeniowa dotarła do powierzchni zasnuwając niebo dymem i płomieniami. 'Wszelkie żywe stworzenia [...] ogromnie ucierpiały' - nawet, jeśli nie zginęły od żaru i płomieni, to wyniszczyła je choroba popromienna...

2. Mahabharata [księga Dronaparwan]

Było tak, jakby wszystkie żywioły zerwały pęta. Słońce kręciło się w kółko. Wypalony ogniem broni świat zataczał się w gorączce. Rozszalałe słonie biegały tam i z powrotem w poszukiwaniu schronienia przed potwornym żarem. Woda stała się gorąca, zwierzęta zginęły, wróg padł jak podcięty kosą, a huk ognia powalił szeregi drzew. Słonie ryczały straszliwie i martwe padały na ziemię, ich ciała ścieliły się na dużym obszarze. Konie i wozy bojowe spłonęły. Tysiące wozów uległy zniszczeniu, a potem nad morzem zaległa martwa cisza. Rozszalały się wiatry i ziemia się rozjaśniła. Ukazał się przejmujący grozą widok. Potworne gorąco zniekształciło martwe ciała, które nie wyglądały jak ciała ludzi. Nigdy wcześniej nie słyszeliśmy o takiej broni i nigdy wcześniej nie widzieliśmy broni równie okrutnej.

Apokalipsa. W obszarze epicentrum wybuchu wszystko uległo zniszczeniu. Im dalej od miejsca eksplozji tym szkody były mniejsze, ale olbrzymia fala ognia i gorąca, jaka zaistniała wyniszczyła sprzęt bojowy, żołnierzy, zwierzęta. Niebo zasnuło się dymem. Obraz końca świata. Jednak dopiero, gdy światło słoneczne rozjaśniło pole bitwy można było ujrzeć prawdziwy koszmar. Tak niszczycielska broń, która przecież zabijała ludzi w obu walczących armiach mogła być użyta jedynie w ostateczności. Nie w celu przechylenia szali zwycięstwa na swoją stronę, ale w akcie desperacji, tak by nikt nie był w stanie wygrać. Nigdy wcześniej taka broń nie była użyta, nasilenie się gwałtowności boskich starć miało wkrótce doprowadzić do powszechnego wprowadzenia broni atomowej na pole bitewne - Ziemię.

Ze wszystkich stron Cukra miotał grom na potrójne miasto. Na jego trzy części ciskał pocisk, który krył w sobie energię Kosmosu. Miasto stanęło w płomieniach. W niebo wystrzelił jaskrawy dym, równy dziesięciu tysiącom słońc. Rozszałały się gwałtowne nawałnice; deszcz lał strumieniami. Rozległy się grzmoty, choć niebo było bezchmurne. Zatrzęsła się ziemia. Podniosły się wody. Rozstąpiły się szczyty gór, nastała ciemność.

Ci, którzy stanęli po niewłaściwej stronie frontu, czyli przeciwko bogu wyposażonemu w arsenał nuklearny, byli skazani na zagładę. Ofiarą niszczycielskich ataków padały już nie tylko walczące armie, ale całe miasta. Zwycięzca ruszył z pola bitwy by zmieść z powierzchni ziemi krainy pozostające pod władzą swego oponenta. Pocisk atomowy uderzył w samo centrum miasta. W ciągu ułamku sekundy wszystko wokół stanęło w ogniu, a w niebo wystrzelił pióropusz dymu. Niewiarygodny blask oślepiał, ale nikt nie pożył na tyle długo by móc martwić się swoją ślepotą...

Siła użytej bomby musiała być naprawdę niezwykła, skoro spowodowała gwałtowne zmiany pogody. Uderzenie rozdzierające podłoże wywołało trzęsienie ziemi. Gwałtowne wyładowania elektryczne napełniały niebo hukiem. Góry, czy to w wyniku samej eksplozji, czy późniejszego trzęsienia ziemi, rozpadały się w proch. Obraz totalnej zagłady przesłoniły w końcu wody powodzi.

3. Mahabharata [księga Wanaparwan]

Miecze, straszliwe oszczepy i maczugi o przerażającym wyglądzie, i posiadające boską moc dziryty, i gromy wielkiej jasności tamże, a także pioruny... latające kule, wzbudzające porywisty wiatr... wydające dźwięk wielkiej chmury... I spadały z powietrza setki meteorów: pękających, ogłuszających, połączonych z porywistym wiatrem, grzmiących, od których włosy stawały dęba.

Ciekawe, jak udawało się bogom utrzymać dyscyplinę w armii bezsilnie czekającej na zagładę, która nadchodziła z nieba? Choć, należy przypuszczać, iż obie strony dysponowały siłami powietrznymi, które ścierały się na walczącymi w polu armiami. Fragment ten daje nam ciekawy obraz walki toczącej się na ziemi pomiędzy uzbrojonymi w zwykłą broń białą ludzkimi wojownikami i eskadrami kulistych, latających pojazdów, które nieustannie bombardowały przeciwnika najwymyślniejszymi środkami bojowymi. Być może z takich właśnie pojazdów w innych bitwach dokonano ataku jądrowego?

4. Mahabharata - bitwa tarakamaja

Tzw. bitwa tarakamaja to jeden z istotniejszych wątków indyjskiego eposu. Opowiada on o wielkiej wojnie, jaka toczyła się pomiędzy bogami światła, a asurami, którą to nazwą w mitologii hinduskiej określa się demony. Walka toczyła się na całej planecie: na lądzie, w morzu i w powietrzu. Na początku pojedynek toczyli: Wirta - przywódca asurów i bóg nieba - Indra. Później nastąpiła eskalacja konfliktu. Na Ziemię przyleciał bóg ognia - Agni w towarzystwie 33 innych bogów zmuszając demony do ucieczki w głąb mórz. Do zwycięstwa było jednak daleko.

Mahabharata przekazuje nam historię Ardżuny i Kryszny, którzy przed czekająca ich walką poprosili Siwę-Paśupati i Durgę, aby Ci udostępnili im 'magiczną' broń. I w ten sposób do toczącej się na Ziemi walki włączono broń ostateczną - pociski nuklearne. Z ich to wykorzystaniem Ardżuna potrafił likwidować całe miasta, które 'znikały' w białej chmurze powstałej po eksplozji. Mając na uwadze wcześniejsze opisy, nie wątpię, że unicestwienie całych miast leżało w zasięgu boskich możliwości.

Ardżuna uzyskawszy najwspanialszą z możliwych broni wyruszył na rozkaz Indry do walki z demonami, którzy w podmorskich twierdzach zgromadzili 30 milionów żołnierzy! Pan niebios przekazał Ardżunie swój latający pojazd, który mógł również poruszać się pod wodą, a także najlepszego pilota o imieniu Matali. Doszło do zaciekłego starcia, które przybrało postać globalnej katastrofy. Asurowie chcieli sprowadzić na świat potop, ale niszczycielski atak Ardżuny 'wysuszył' wodę i unicestwił siły demonów. Tryumfator wkroczył do siedzib pokonanych.

W innym miejscu eposu odnajdujemy jeszcze bardziej 'fantastyczną' historię. Ardżuna zaatakował kosmiczne miasto krążące, jak się zdaje na okołoziemskiej orbicie. Kosmiczna stacja została zepchnięta z orbity tak, że omal nie spadła na Ziemię, a następnie została rozerwana na strzępy przez śmiercionośny pocisk odpalony przez Ardżunę. Totalne zwycięstwo.

5. Rygweda

I całe stworzenie drżało przed nim [Parajaną] i jego straszliwą bronią; także niewinny ustępował przed nim, co miał siły byka, kiedy on, Parajana, grzmiąc zabijał złoczyńców.

Nic dziwnego, że nawet nie będący wrogami Parajany ustępowali przed jego gniewem. W końcu broń atomowa nie wybiera, kogo ma zabić. Tak, jak w obecnych czasach, ten, kto ma do dyspozycji broń jądrową stoi na uprzywilejowanej pozycji. Zwłaszcza, gdy siła jego nuklearnego ataku jest naprawdę potężna:

O kapłani, jednym rzutem rozbił sto zamków Cambry...

a zniszczenia napawają grozą:

Pośpiesznie lecą twe wirujące płomienie, postępują ze śmiałą odwagą. Uwolnione z więzów rozlewają się wokół skrzydlate płomienie.

Już wskazywałem na to uwagę, ale warto przedstawić to na kolejnym fragmencie. Otóż znów pojawia nam się ognista fala uderzeniowa towarzysząca eksplozji nuklearnej, ale nie to jest najciekawsze. Jak wiadomo w wyniku reakcji jądrowej zachodzącej w czasie eksplozji dochodzi do rozerwania wiązań atomowych, co powoduje wyzwolenie olbrzymich ilości energii. W powyższym opisie jest mowa o 'uwolnieniu z więzów'. Zdaję sobie sprawę, iż taka interpretacja jest śmiała i może okazać się za daleko idącą, ale... Czy aby na pewno jest to tylko metafora? Czy tylko przypadkiem określenie takie pojawia się kilkukrotnie przy okazji relacji z ataku jądrowego? A może jest to nieświadomy przekaz istoty działania tej broni, który przekazany przez bogów został wypaczony przez ludzi? Lektura coraz to nowych mitologii, pełnych technonaśladowczych określeń skłania mnie do coraz śmielszych hipotez, które szybko znajdują oparcie w rzeczowych argumentach.

6. Ramajana

Przyodziany w niebiańskie materie, wstępuje Rama do rydwanu i rzuca się do walki, jakiej ludzkie oczy dotąd nie widziały. Bogowie i śmiertelnicy baczyli na bitwę, w drżeniu spoglądali na atak Ramy w jego niebiańskim bojowym rydwanie. Chmury od śmiertelnych pocisków przyćmiły błyszczące oblicze firmamentu. I nastał mrok nad polem bitwy.

Rama był swego czasu najpotężniejszym bogiem hinduskim. Nic jednak dziwnego, skoro w swym latającym statku bojowym wyposażonym w straszliwą broń był nie do pokonania, decydował o życiu i śmierci całych narodów. Na szczególną uwagę zasługuje określenie 'przyodziany w niebiańskie materie'. Podobne określenie znajdziemy w wielu innych mitologiach świata. W Mezopotamii bogini Isztar zanim wyruszyła w podróż latającym pojazdem ubierała się w szatę zwaną 'pala'. W Biblii Ezechiel został ubrany w specjalne szaty, zanim pojazd boga przewiózł do na 'wysoką górę'. Na całym świecie spotykamy wyobrażenia bogów w dziwnych szatach, hełmach... Dziś mamy na nie specjalne określenie - skafander kosmiczny.

Straszliwe wiatry wstrząsnęły wzgórzami, dolinami i oceanem, słońce pobladło. A skoro bitwa nawet teraz nie chciała ustać, chwycił Rama w gniewie broń Brahmy, naładowaną niebiańskim ogniem. To była skrzydlata broń światła, śmiercionośna niczym piorun zesłany przez niebo. A gdy okrągły łuk przyśpieszył jej lot, broń gromowładna runęła w dół i na wskroś przewierciła metalowe serce Rawany.

Gdy wszelkie inne środki zawodziły bogowie sięgali po broń nuklearną - środek ostateczny. Sądząc po opisie Brahma dysponował taką bronią, którą udostępnił Ramie. Musiała ona mieć olbrzymi zasięg. Jak współczesne rakiety balistyczne dalekiego zasięgu wystrzelone, leciały po paraboli, najpierw unosząc się w do wysokich warstw atmosfery, by potem spaść z nieba 'niczym piorun' niosąc śmierć i zniszczenie...

I to tyle, jeśli chodzi o mitologię indyjską. Na pewno wiele jest jeszcze równie ciekawych fragmentów, w końcu eposy hinduskie należą do najdłuższych dzieł spisanych w historii ludzkości. Sądzę jednak, iż to, co przedstawiłem w zupełności wystarcza by Cię drogi czytelniku zaciekawić. W kolejnych częściach cyklu zapoznamy się z innymi mitami wskazującymi na to, iż wojny jądrowe w starożytności były faktem. Przedstawię również dowody materialne na potwierdzenie moich tez. Tychże znajdziemy sporo już w samych Indiach.

www.bogowie.org.pl



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Azazel
Forumowicz.
Forumowicz.



Dołączył: 10 Gru 2005
Posty: 1556
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2

PostWysłany: Pon 20:55, 19 Cze 2006    Temat postu:
 
Bliski Wschód

Mezopotamia, inaczej międzyrzecze to kraina wywodząca swą nazwę z położenia pomiędzy rzekami: Eufrat i Tygrys. Przez wielu ten właśnie region utożsamiany jest z legendarnym Edenem i, kto wie, czy nie ma w tym trochę racji. Wiele bowiem wskazuje na to, iż właśnie rejon Bliskiego Wschodu stał się miejscem narodzin ludzkiej cywilizacji, stworzonej przez bogów-astronautów. W każdym razie kultura Sumeru stała się podstawą nie tylko wszelkich późniejszych cywilizacji tego regionu, ale również [poprzez Grecję, Rzym i Judaizm] wpłynęła pośrednio na naszą chrześcijańską Europę. W tym artykule, trzecim już w cyklu [a drugim merytorycznym], postaram się przedstawić Ci, drogi czytelniku, nie tylko mity i legendy tego regionu wskazujące na użycie w starożytności broni atomowej, ale również zmienić Twój pogląd na całą historię Bliskiego Wchodu, snując fantastyczną na pozór opowieść o wojnach bogów.

Bliski Wschód to tygiel narodów. Stykały się tu najróżniejsze nacje, formy rządów, religie. Wszystkie czerpały co prawda ze wspólnego praźródła, jakim był Sumer, jednak liczne odrębności i modyfikacje dokonywane przez poszczególne kultury utrudniają dokonanie właściwej rekonstrukcji rzeczywistości. Wspaniałe eposy sumeryjskie, które śmiało można porównać z ich odpowiednikami w Indiach, którymi zajmowaliśmy się ostatnio w większości nie dotrwały do naszych czasów. Stąd też najczęściej korzystać musimy z ich przeróbek dokonywanych w czasach późniejszych [głównie w Babilonii i Asyrii]. Obraz jaki ukazują nam poszczególne teksty jest jednak równie frapujący, jak ten z Mahabharaty.

1. Oto kilka fragmentów wartych szczególnej uwagi. Pochodzą z Pieśni nad Pieśniami Gudei, spisanej u schyłku trzeciego tysiąclecia pne.:
Niebiańska broń MITUM, która niczym dziki wicher z wrzaskiem runęła na krainę wrogów, broń SZARUR, orkan bitwy, młot na nieprzyjazny kraj.

Memu władcy dał Mullil potężną broń bogów, która wszystkie wrogie kraje obróci w perzynę, która zniszczy nieprzyjazny kraj.

Mullilu, twój straszliwy blask sprawia, że ryby gotują się w morzu, a ptaki na niebie. Ryby w morzu trwożą się tego...

Że broń SZITA, siedmiogłowa, prowadzona będzie broń EMEGIR, broń MITUM, cała wroga kraina... stanie się jako woda.

Opisy totalnego zniszczenia niesionego przez straszliwą broń bogów są tu równie przerażające, co historie znane nam już z Indii. Warto zwrócić uwagę na ogromne pole rażenia owej broni. W eposach hinduskich była mowa o niszczeniu za jednym zamachem całych armii, całych miast. Pieśń nad Pieśniami przedstawia owo narzędzie zniszczenia, jako jeszcze potężniejsze - tu niszczone są całe krainy! Jest to jak najbardziej realne, należy bowiem pamiętać o tym, iż Sumer był w istocie zbiorowiskiem państw-miast rzadko tworzących większe organizmy państwowe. Zniszczenie miasta było więc jednoznaczne z zagładą całego kraju. Tak właśnie mity sumeryjskie tłumaczą upadek miasta Ur. Biorąc pod uwagę moc takiego pocisku [wydaje się, iż przewyższała ona współczesne głowice termonuklearne], ogromny obszar skażenia powodujący śmierć, bądź wyniszczające napromieniowanie wszystkich żywych istot w okolicy - unicestwienie całej krainy jednym atakiem wydaje się jak najbardziej możliwe.

W tradycji Sumeru miasta były siedzibami bogów. Każdy z nich posiadał jedno, lub kilka miast, a niezależnie od tego sprawował kontrolę nad obszarami położonymi poza granicami Mezopotamii. W sytuacji ciągłych wojen pomiędzy Anuanaki [grupa 4 tysięcy istot boskich, o jakich mówi mitologia Sumeru], które były wynikiem walki o dominację dwóch frakcji: Enkitów skupionych wokół buntownika Marduka i Enlilitów popierających Enlila i Dumuzjego, było oczywiste, iż niszczące uderzenia skupiały się na głównych miastach - stolicach bogów. Biorąc pod uwagę stopień rozwoju cywilizacji Sumeru, dziesiątki tysięcy ludzi musiały ginąć w czasie jednego bombardowania.

Cytowany tekst posługuje się nazwami własnymi dla określenia rodzajów użytych broni. Niedoskonałe tłumaczenia pisma klinowego, dokonywane w nieświadomości faktycznego znaczenia przekładanych historii, nie pozwalają na właściwe tłumaczenie poszczególnych zwrotów. Specjaliści tkwią w określonym schemacie myślowym, pełnym dogmatów nie dopuszczających takich faktów, jak istnienie i przede wszystkim stosowanie broni jądrowej w starożytności. To właśnie powoduje, iż dla takich ludzi dawne teksty są często nieprzetłumaczalne, a nawet jeśli badacze pokusili się o całościowy przekład danej historii, to i tak jest ona pełna błędów, wprowadzanych na siłę określeń zniekształcających rzeczywistość. Techniczne opisy autorów antycznych ksiąg zmieniają się w wyniku pracy tłumaczy w bajkowe opowieści pełne udziwnionych metafor odnoszących się najczęściej do przyrody i pogody. Inna rzecz, że sami autorzy tekstów mogli nie być świadomi tego, czego byli świadkami i posługiwać się metodą opisową w przekazywaniu niezrozumiałych dla nich faktów.

Nie oznacza to jednak, iż nie jesteśmy już w stanie dojrzeć właściwego znaczenia użytych słów. Weźmy chociażby jedno z określeń broni użyte w powyższym fragmencie - EMEGIR. Nie wiem niestety, co znaczy słowo EME, ale wiem za to, jak należy właściwie odczytywać GIR. Zecharia Sitchin, jeden z największych autorytetów w dziedzinie mitologii Sumeru tak oto interpretuje to określenie: ostatni człon rakiety. Robi się ciekawie? No to dodajmy do tego jeszcze określenie 'siedmiogłowa'. Co otrzymujemy dokonując alternatywnej interpretacji tekstu, biorąc pod uwagę fakt, iż broń atomowa istniała w tamtych czasach? Rakietę balistyczną z siedmioma głowicami jądrowymi!

2. Pieśń żałobna nad upadkiem miasta Ur, tabliczka gliniana z asyryjskiej biblioteki w Aszur:
Wichura, co obraca kraj w perzynę, ryczy nad ziemią, spada na statki, miasta, niszczy je... [Mullil - przyp. Aut.] poluje na firmamencie niebieskim, zrzuca deszcz ognia przed wichurą... chwycił promieniste światło dnia. W krainie jasnego słońca świeci jak gwiazda wieczorna. Noc, co dawała dotąd radość i ochłodę schwyciła południową burzę... Puchary ludzi pełne są pyłu... Burza ognista, co zniszczyła kraj, położyła się nad miastem śmiertelnym milczeniem, przykryła Ur jak suknem, otuliła je niczym płótnem lnianym. Wichura spada na kraj niczym byk - a lud się skarży. Tego dnia znikło świtało miasta, stało się ruiną... W jego potężnych bramach leżą trupy, na targowiskach ścielą się ciała... Mężowie nie uzbroili się w hełmy, nie przywdziali pasów. Jak gdyby byli w miejscu, gdzie zrodziły ich matki, leżeli we krwi. Ci, którzy trafieni zostali bronią MITUM, nie przywdziali zbroi. Nie pijąc napoju, który oszałamia, zataczali się ludzie... Słabi i silni w ten sam sposób uszli w Ur z życiem. Starcy i staruszki, co nie wyszli ze swych domów ogniem trafieni zostali. Dzieci, co na łonach swych matek spoczywały, uniosło jako ryby... Wszystkie dobra zebrane w kraju uległy zniszczeniu. Na wszystkie skarbce kraju spadł deszcz ognisty... Burza rycząca, co zniszczyła miasto, co zakończyła wszelakie dobro w kraju..., co runęła na kobietę i dziecko, co kazała zniknąć światłu.

Znów napotykamy na typowe dla opisów broni atomowych, sporządzonych czy to w starożytności, czy współcześnie, elementy. Fala uderzeniowa, której niszczycielska siła jest relacjonowana jak niszczycielska wichura. Ściana ognia, jaka pędzi wraz z nią to mitologiczny deszcz ognia. Charakterystyczne jest również jaskrawe światło bijące z miejsca wybuchu, widoczne z ogromnej odległości. Warto zatrzymać się na chwilę przy sformułowaniu - "puchary [...] pełne są pyłu". Porównanie z innymi opisami mitologicznymi, w zestawieniu ze świadomością, iż tego typu relacje są opisami skutków ataku nuklearnego, każe nam przyjąć następującą interpretację: opad radioaktywny. To ten właśnie pył, który zatruwa całą żywność; opada na ludzi wywołując chorobę popromienną; dopełnia totalnej zagłady całej okolicy będącej świadkiem eksplozji.

Podobnie, jak we wszystkich wcześniejszych opisach tak i tu jest mowa o niezliczonej ilości zabitych. Biorąc pod uwagę wielkość ówczesnych miast było to wiele tysięcy istnień. Jak dla nas niewiele, ale tysiące lat temu oznaczało to nie tylko zagładę pojedynczego miasta, ale wyludnienia na długo całej okolicy. Uderzenie było niespodziewane, nagłe, ale przez to nic nie traciło na swojej niszczycielskiej sile. Nikt nie zdołał się przygotować do walki, a zresztą cóż mogła poradzić ludzka armia przeciwko 'magicznej sile' wszechpotężnych bogów?

3. Oto obszerny cytat z najsłynniejszego tekstu mezopotamskiego - eposu o Gilgameszu:
Przyjacielu, trzeci sen zobaczyłem i widziany przeze mnie sen cały straszny, w drżenie wprawiający! Niebo krzyczało, ziemia grzmiała, dzień zamarł i nastała ciemność, lśniła błyskawica i promień tryskał, chmury były gęste, śmierć z nich siekła ulewą. Wygasł ogień, pioruny pogasły, z walącej się góry pozostał popiół.

To bardzo ekspresyjny opis, czysto literacki. Taki jest bowiem epos o Gilgameszu, dzieło artystyczne, pod którym wciąż jednak możemy dostrzec echa jego prawdziwej treści. Wspaniałe metafory zawarte w tym fragmencie stosunkowo łatwo jest rozszyfrować i mając na uwadze spostrzeżenia, jakie poczyniłem przy poprzednich fragmentach zapewne sam byś sobie poradził drogi czytelniku. Jednakże dla porządku przedstawię właściwą interpretację tego tekstu. Narrator stał się światkiem eksplozji nuklearnej, która zniszczyła całą górę. Najpierw usłyszał przeciągły grzmot, gdy rakieta balistyczna nadleciała z przestworzy i uderzyła w cel. Wybuch wzniósł w powietrze ogromne ilości pyłów, które zasnuły niebo. Wśród ciemności wyraźnie był jednak widoczny słup ognia, tryskający w górę niczym lśniąca błyskawica. Gęste chmury fali uderzeniowej niosły ze sobą ognistą śmierć. Powoli wszystko zaczęło wygasać, fala uderzeniowa osłabła, ogień wygasł, a oczom przerażonego widza ukazała się kupa gruzu, która jeszcze chwilę wcześniej była górą.

4. Upadek cywilizacji Sumeru
Wspaniała cywilizacja Sumeru wciąż pozostaje jedną z największych tajemnic tego świata. Pojawiła się znikąd niemal sześć tysięcy lat temu i zniknęła wraz z Akadem równie tajemniczo około 2000 roku p.n.e. Bez żadnej ważnej przyczyny wspaniała kultura przepadła w mroku dziejów, a na jej gruzach wyrosły dwa nowe imperia: Babilonia i Asyria. Naukowe tłumaczenia, mające charakter luźnych spekulacji trudno uznać za zadowalające. Czy zatem nigdy się nie dowiemy, co spowodowało upadek najstarszej i jednocześnie najwspanialszej cywilizacji świata starożytnego?

Wbrew pozorom istnieją źródła opisujące zagładę Sumerów. Są one jednak na tyle dziwne, że nauka traktuje je jako zwykłe mity. Prawda jest taka, że dla samych Sumerów to, co się stało było tajemnicą, stąd też ich tak rzeczowe zwykle relacje przybierają bardziej baśniowy charakter. Nie znaczy to jednak, by były wyssane z palca! Wręcz przeciwnie są one sprawozdaniem z faktycznych wydarzeń, których naukowcy, w swej ignorancji nie dopuszczającej innych możliwości, niż tylko ich własne twierdzenia, nie biorą pod uwagę. Jedno ich twierdzenie jest jednak zgodne z prawdą - zagłada Sumerów przyszła nagle.

W 1985 roku Zecharia Sitchin przedstawił po wielu latach badań mezopotamskich mitów wiarygodne i podparte rzeczowymi argumentami wyjaśnienie tej zagadki. Jest to hipoteza na pierwszy rzut oka nieprawdopodobna, ale dla Ciebie, mającego za sobą lekturę pierwszych części cyklu wojen atomowych, powinna być ona alternatywą zasługująca na rozważenie. Otóż Sitchin twierdzi, iż w czasie odpowiadającym gwałtownemu końcowi cywilizacji sumeryjskiej doszło do niewiarygodnie olbrzymiej eksplozji jądrowej na zachód od Mezopotamii, której skutki objęły całe międzyrzecze i w konsekwencji spowodowały upadek Sumeru. Samą katastrofą zajmiemy się później, na razie zastanówmy się, czy rzeczywiście silny opad radioaktywny mógł doprowadzić do zdziesiątkowania Sumerów. Dowodami archeologicznymi zajmiemy się w dalszych częściach cyklu, teraz zaś pora sięgnąć po źródła pisane. A będą to "lamenty" nad zniszczonymi miastami sumeryjskimi:

Na kraj [Sumeru - przyp. Aut.] spadło nieszczęście

nieznane człowiekowi;

jakiego nikt wcześniej nie widział;

jakiemu nikt nie potrafił stawić czoła.

Wielka burza z nieba [...]

burza unicestwiająca ziemię [...]

zły wiatr, jak rwący potok [...]

niszcząca burza, połączona z palącym żarem [...]

w ciągu dnia pozbawiła ziemię blasku słońca,

wieczorem gwiazdy nie świeciły [...].

Ludzie, przerażeni, nie mogli oddychać;

zły wiatr schwycił ich w objęcia,

nie dając im następnego dnia [...].

Usta były wypełnione krwią,

głowy nurzały się we krwi [...].

Twarz zbladła od Złego Wiatru.

Sprawił, że miasta opustoszały,

domy zostały opuszczone,

stajnie zostały opuszczone,

owczarnie stały puste.

Sprawił, że rzekami Sumeru

popłynęła woda, która jest gorzka;

pola uprawne zarosły zielskiem,

rośliny na pastwiskach zwiędły.

Powyższy fragment różni się nieco od tych, już Ci znanych. Zapewne zauważyłeś już, iż brak w tym fragmencie elementów opisujących sam moment wybuchu [grzmot, wstrząsy, światło, słup dymu, ogień itp.], które wskazywałyby na eksplozję nuklearną. Cała relacja dotyczy jedynie skutków wybuchu, a konkretnie jednego z nich - opadu radioaktywnego.

Było to nieszczęście, którego nikt nie mógł zobaczyć. Nie było bowiem samego wybuchu - radioaktywne chmury wichura przywiała z daleka, Sumer stał się ofiarą potężnej eksplozji gdzieś poza swoimi granicami. Siła tego wybuchu musiała być zaiste ogromna, a prawdopodobnie ogrom szkód spotęgowały warunki atmosferyczne - silny wiatr wiejący znad wybrzeży Morza Śródziemnego, gdzie jak się wkrótce przekonamy doszło do wybuchu, który stał się przyczyną zagłady.

Lamenty opisują typowe następstwa choroby popromiennej: wewnętrzne krwotoki, poważne uszkodzenia organów, problemy z oddychaniem, 'żar' - pieczenie odczuwane przez chorych. Ludność Mezopotamii została zdziesiątkowana. Ci zaś, którzy przeżyli musieli uchodzić ze swoich domów. Powodem tego była świadomość skażenia terenu, która przez wiele lat musiała powstrzymywać ludzi od ponownego zasiedlenia zatrutych obszarów. Lecz Sumerowie nie zdołali powrócili do swoich wspaniałych miast, by odbudować upadłą cywilizację. Osłabieni przez katastrofę, nieustanne walki z ludami, na tereny których zostali zmuszeni uchodzić, wchłonięci przez inne nacje, przestali faktycznie istnieć. Zaś ich miejsce na arenie dziejów zajęła Babilonia.

Ogrom zniszczeń musiał być zaskoczeniem również dla samych bogów. Albo ci, którzy dokonali ataku nuklearnego przesadzili z użytą siłą, albo warunki pogodowe sprzysięgły się przeciwko nim. Najpewniej jedno i drugie. W każdym razie również bogowie zostali zmuszeni do porzucenia swoich miast, o czym mogą świadczyć następujące fragmenty:

Lament nad Uruk:

Tak więc wszyscy bogowie uciekli z Uruk;

trzymali się z dala od niego;

ukryli się w górach;

uciekli na dalekie równiny.

Fragment ten daje nam ponadto wyobrażenie o dwóch podstawowych kierunkach ucieczki Sumerów, należy bowiem założyć, iż lud podążył za swoimi bogami. Pierwszy kierunek to góry zamykające dolinę Mezopotamii od wschodu, zamieszkałe przez wojownicze plemiona. Drugi kierunek to północne równiny ciągnące się aż po dzisiejszą Turcję - obiekt rywalizacji między takimi imperiami jak: Hatti i Akad. Tam też narodziły się nowe imperia, których powstanie być może należy łączyć z sumeryjskim eksodusem: Asyria i Mittani. Jedno jest pewne - sumeryjska cywilizacja przestała istnieć. Nawet tak potężny bóg, jak Enki został zmuszony do ucieczki wraz ze swą małżonką Ninki:

Lament nad Eridu:

Ninki, wielka pani, latająca jak ptak, opuściła swoje miasto [...]

Ojciec Enki został poza miastem [...]

Los swojego nieszczęsnego miasta opłakał gorzkimi łzami.

Ostatnie lata przyniosły przetłumaczenie wielu podobnych fragmentów, określanych wspólnie jako 'lamenty'. Odnalezione teksty dotyczyły czterech kluczowych miast: Uruk, Eridu, Ur i Nippur. Wskazują one, iż te miasta uległy zagładzie w jednym czasie, z jednej konkretnej przyczyny. Nie mógł to być zwykły najazd, jak sugerują archeologowie, w zachowanych tekstach brak bowiem jakiejkolwiek wzmianki o tym, a przecież problem wojny był dobrze znany sumeryjskim kronikarzom. Jeden z czołowych badaczy Thorkild Jacobsen stwierdził, iż Sumer nie uległ najazdowi, lecz "straszliwej katastrofie", która stanowi "całkowitą zagadkę". Nie mogła to być również zaraza, opisy wskazują na to, iż skażenie objęło nie tylko ludzi i zwierzęta, ale i rośliny, a nawet rzeczy. Kronikarze opisują przyczynę zniszczenia, jako niewidzialnego ducha niosącego śmierć. Ci, którzy doświadczyli opadu radioaktywnego i choroby popromiennej nie mogliby znaleźć lepszego określenia.

5. Nuklearny atak na Sodomę i Gomorę
Pozostaje nam zastanowić się, jaka to katastrofa stała się 'katem' Sumeru. Zecharia Stichin podaje nam kierunek - na zachód od Mezopotamii. Cóż tam znajdziemy? Ogromne obszary pustynne, a dalej - zachodni kraniec 'zielonego półksiężyca' - Palestynę. Skoro skutki katastrofy były tak straszliwe, że dotknęły nawet tak odległy rejon, jak Sumer, wydaje się pewnym, iż jakieś jej ślady odnajdziemy. I tak rzeczywiście jest. Dowodami materialnymi zajmiemy się w następnych częściach cyklu, a na razie przeanalizujmy dowody pisane - biblijną opowieść o Sodomie i Gomorze:

[Rdz. 19,13] Mamy bowiem zamiar zniszczyć to miasto, ponieważ oskarżenie przeciw niemu do Pana tak się wzmogło, że Pan posłał nas, aby je zniszczyć [...].

[Rdz. 19,17] [...] Nie oglądaj się za siebie i nie zatrzymuj się nigdzie w tej okolicy, ale szukaj schronienia w górach, bo inaczej zginiesz!

[Rdz. 19,24] [...] Pan spuścił na Sodomę i Gomorę deszcz siarki i ognia od Pana [z nieba].

[Rdz. 19,25] I tak zniszczył te miasta oraz całą okolicę wraz ze wszystkimi mieszkańcami miast, a także roślinność.

[Rdz. 19,26] Żona Lota, która szła za nim, obejrzała się i stała się słupem soli.

[Rdz. 19,27] Abraham, wstawszy rano, udał się na to miejsce, na którym przedtem stał przed Panem.

[Rdz. 19,28] I gdy spojrzał w stronę Sodomy i Gomory i na cały obszar dokoła, zobaczył unoszący się nad ziemią gęsty dym, jak gdyby z pieca, w którym topią metal.

Historię tę uważa się zwykle za mit i religijny symbol. Zakrawa na ironię, że w czasach, gdy coraz to nowe fakty opisane w Starym Testamencie uzyskują naukowe potwierdzenie, Kościół Katolicki ogłasza publicznie, iż księgi w nim zawarte są jedynie zbiorem, nie mających pokrycia w faktach, przypowieści. Opis biblijny wyraźnie wskazuje, iż zdarzenie to było dokładnie zaplanowanym i przemyślanym aktem boga, zrelacjonowanym przez jego naocznego świadka. Nie tak wygląda mit. Zdarzenie dotknęło nie tylko ludzi, których, jak twierdzi teologia Jahwe chciał ukarać, ale też roślinność i całą okolicę. Nie tak powinna wyglądać boska kara. Było to rzeczywiste wydarzenie, niczym nie różniące się od kilku podobnych przypadków już przeze mnie opisanych. Dowodzi tego zwłaszcza charakterystyczny opis dymu wznoszącego się nad miejscem katastrofy. Opowieść ta jest dla współczesnych mitem, gdyż nie dopuszczamy do siebie myśli, że tysiące lat temu bogowie z krwi i kości mogli rozpętać wojnę atomową. Lektura tego cyklu zmierza do ukazania, iż to, przed czym uciekamy jest rzeczywistym faktem i nie można już dłużej ignorować faktów, jednoznacznie potwierdzających tezę o wojnach atomowych w starożytnym świecie.

A co z przemienieniem się żony Lota w słup soli? Na pierwszy rzut oka nie da się tego w żaden rzeczowy sposób wyjaśnić. Badacze spekulują, iż mogło tu chodzić o wysokie zasolenie Morza Martwego - kobieta uciekając miała wpaść do wody i tam umrzeć, a jej ciało miało się pokryć warstwą soli. Takie tłumaczenie możemy sobie z góry darować. Po pierwsze - gdzie tu słup? Po drugie - przemiana nastąpiła błyskawicznie, a nie w wyniku długotrwałego procesu pokrywania się zwłok solą. Cóż mam zatem do zaproponowania zamiast tej naciąganej hipotezy?

Wszystko staje się nadzwyczaj jasne, gdy tylko wie się, że podobnie jak wiele innych, również ta opowieść biblijna jest kopią wcześniejszej relacji sumeryjskiej. Wiedząc to możemy dokonać porównania obu tekstów i przeanalizować znaczenie poszczególnych określeń. Okazuje się, że termin sól został po prostu źle przetłumaczony! Sumeryjskie słowo NIMUR użyte w oryginale oznacza owszem 'sól', ale jego innym znaczeniem, które wydaje się ze wszech miar właściwsze w tym kontekście jest 'dym'! Tak więc żona Lota zamieniła się w słup dymu, czyli inaczej mówiąc wyparowała pod wpływem ogromnego gorąca, jakie wytworzyło się w wyniku reakcji jądrowej! Pamiętam jeszcze, jak wielkie wywarły na mnie wrażenie sceny nakręcone po zbombardowaniu Hiroszimy i Nagasaki. Na betonie widniała ciemna plama, komentarz brzmiał zaś - w tym miejscu zginął człowiek - zwyczajnie wyparował, gdy dotarła do niego fala uderzeniowa...

Jak już wspomniałem odkryto kilka starszych relacji niezwykle zbliżonych do tekstu z Księgi Rodzaju, śmiało więc można spekulować o sumeryjskim pochodzeniu tej historii. Zwłaszcza, gdy ma się świadomość, iż niemal wszystkie ważniejsze wydarzenia opisane w pierwszej księdze biblijnej są pochodzenia sumeryjskiego. Najlepszym przykładem jest tu opis potopu i arki Noego, czy cały spektakl stworzenia świata. Poniższy fragment mitu sumeryjskiego opisuje zniszczenie dwóch złych miast:

Pan przynoszący Żar,

który spalił przeciwników,

który uspokoił nieposłuszny kraj,

który zniszczył życie wyznawców Złego Słowa,

który spuścił deszcz kamieni i ognia na przeciwników.

Znajdujemy tu nie tylko potwierdzenie poznanej już opowieści, ale również kilka nowych faktów dopełniających obrazu wydarzeń. Do "dymu" dołączamy deszcz ognia i odłamków uniesionych w powietrze siłą wybuchu. Sam zaś atakujący zostaje określony imieniem "Żar", a jakie to ma konsekwencje przekonamy się już wkrótce. Zgadzają się również cele ataku - ukaranie zbuntowanych ludzi, którzy posłuchali 'złego słowa'. Ten fakt okaże się niezwykle istotny w naszych dalszych rozważaniach.

6. Tło wydarzeń - wojna bogów
Ze względu na brak miejsca [i czasu], a także z obawy przed zanudzeniem czytelników drobiazgowymi wywodami, historię opisaną poniżej przedstawiam w formie skróconej. Zainteresowanych dogłębniejszym zbadaniem opowieści odsyłam do książek Sitchina [zwłaszcza Wojny bogów i ludzi] i Alforda [Bogowie Nowego Tysiąclecia].

Tłem wydarzeń w Sodomie i Gomorze był zaciekły spór bogów dotyczący osoby Marduka - pierworodnego Enki, który z kolei był synem najwyższego boga Anu. Enki bronił praw swego potomka do dziedziczenia, czemu sprzeciwiali się inni bogowie. Należy tu wyjaśnić, iż system dziedziczenia był ściśle określony i oznaczone za pomocą liczb - im wyższa, tym lepsza pozycja określonego boga. Najwyższą pozycję zajmował Anu [60], lecz w zasadzie nie przebywał on na Ziemi. Stąd też na planecie rywalizowali ze sobą jego synowie: Enlil [50] i Enki [40], popierani przez frakcje pomniejszych bogów. Ich synom przypadałaby normalnie pozycja ojców, oczywiście po ich śmierci, ale Marduk wysunął roszczenia do przewodzenia bogom i chciał odsunąć od dziedziczenia po Enlilu jego syna Ninurtę. Żądania Marduka stały się przedmiotem obrad bogów i spotkały się z gwałtownym sprzeciwem Enlilitów, ale nie tylko ich. Brat Marduka, zazdrosny o niego, a dodatkowo spokrewniony z Enlilitami - Nergal [Erra] w gniewie opuścił stół rozmów poprzysięgając zniszczenie Marduka i jego stronników. Opisuje to poemat Erry:

Zniszczę kraje,

zamienię je w pył;

przewrócę miasta,

zamienię je w pustkowie;

spłaszczę góry,

sprawię, że ich zwierzęta zginą;

poruszę morza,

zdziesiątkuję to, co w nich pływa;

unicestwię ludzi,

ich dusze zamienią się w dym;

nikt nie zostanie oszczędzony [...].

W obliczu zaostrzenia konfliktu i otwartych gróźb wojny zaniepokojonym bogom pozostało jedynie zwrócić się o arbitraż do najwyższego Anu. Ten postanowił utrzymać przypisaną prawem linię dziedziczenia i wydał zgodę na zniszczenie Marduka za pomocą siedmiu rakiet atomowych. Atak mieli przeprowadzić: znany nam już Erra [Nergal] - bóg wojny, polowania i zarazy, zwany w mitologii: "niszczącym królem", "gwałtownym", "tym, który spala"; i Iszum [Ninurta] - prawowity następca po Enlilu - najwyższym na Ziemi. Gdy dodam, że określenie Iszum znaczy tyle, co "Żar" jasnym się stanie [w świetle wcześniejszych wywodów] cel ataku - Sodoma i Gomora. To właśnie Nergal, zazdrosny brat był najbardziej zaciekły i chciał unicestwić nie tylko Marduka, ale i jego ewentualnego mściciela - syna o imieniu Nabu. Bogowie przypuszczali, że poszukiwany ukrywa się w rejonie Sodomy i Gomory. Nie wiedzieli jednak, że inny z synów Enkiego - Gibil ostrzegł Marduka przed planowanym atakiem:

Tych siedmioro - przebywają w górach,

mieszkają w jaskini w głębi ziemi.

Z blaskiem wyruszą z tego miejsca,

z Ziemi do Nieba, odziani w strach.

Wymowa tego tekstu nie budzi wątpliwości - siedem rakiet balistycznych wznoszących się w czasie lotu wysoko w atmosferę znajduje się ukrytych w ziemi silosach [w sumeryjskim - KA.GIR, co znaczy "usta rakiety"]. Nergal i Ninurta mają je wykorzystać do ataku; z pierwszym blaskiem słońca rozpocząć się ma dzieło zniszczenia. Marduk oczywiście nie miał zamiaru na to czekać.

7. Zniszczenie Sodomy i Gomory
Atak miał być przeprowadzony na dwa miejsca. Celem ataku nie była li tylko domniemana kryjówka Marduka nad Morzem Martwym, ale obiekt o wiele ważniejszy, którego zniszczenie miał zapewne uniemożliwić Mardukowi ucieczkę - centrum kosmiczne na Synaju, skąd bogowie udawali się do "nieba". Szczegółowe opisanie skomplikowanego systemu nawigacyjnego, jaki bogowie stworzyli na potrzeby swoich podróży wykracza poza ramy tematyczne tegoż artykułu, dlatego ograniczę się do jednego tylko fragmentu potwierdzającego tą tezę:

Z miasta do miasta wyślę posłańca [broń - Przyp. Aut.];

syn, nasienie swego ojca, nie umknie;

jego matka przestanie się śmiać [...].

Nie wejdzie on do miejsca bogów;

wstrząsnę miejscem, z którego Wielcy się wznoszą.

Nie ulega wątpliwości, że określenie posłaniec oznacza broń, najpewniej rakietę balistyczną, co zgadzałoby się z innymi tekstami. Obrazowo mówiąc [a barwne metafory nie były obce kronikarzom sumeryjskim] był to "posłaniec śmierci". Zakładając, że Marduk znajduje się bądź w Sodomie, albo Gomorze, bądź próbuje uciec z kosmodromu, Nergal mógł być rzeczywiście pewny swego. Jak wielka zaślepiała go nienawiść niech świadczy fakt, że postanowił poświęcić tak cenny kosmodrom dla zabicia swego znienawidzonego brata.

Co dziwne, dalsze fragmenty opisują, jak Ninurta próbował uspokoić swojego żądnego mordu sprzymierzeńca. Użył przy tym słów niezwykle podobnych do tych, jakimi Abraham zwracał się do swego boga:

Mężny Erro,

czy zniszczysz prawe nieprawym?

Czy zniszczysz tych, którzy zgrzeszyli przeciwko tobie,

razem z tymi, którzy przeciw tobie nie zgrzeszyli?

Cytat ten potwierdza to, co zaznaczałem już w punkcie 5, a mianowicie, że nie tylko sam opis wydarzeń, zamieszczony w Biblii i mitach Sumeru jest zbieżny; jednakowe są również przesłanki zniszczenia miast. Owe "złe słowo", o którym mówi Pismo to nic innego, jak poparcie buntownika - Marduka przeciwko prawowitemu następcy - Ninurcie. Możliwe jest jednak jeszcze inne rozumienie tego fragmentu. Jak wiemy Marduka już nad Morzem Martwym nie było, czy więc możliwa jest taka sytuacja, iż Ninurta dowiedział się o tym i próbował - bezskutecznie - powstrzymać Nergala od zagłady niewinnych miast? Podkreślenie, że użycie boskiej broni zabijało zarówno winnych, jak i niewinnych jest dodatkowym potwierdzeniem tego, iż nie ma tu mowy o boskiej karze za grzechy - to ślepa nienawiść.

Po ustaleniu planu ataku, sojusznicy przeprowadzili atak. Najpierw Ninurta [Iszum] zaatakował centrum kosmiczne:

Iszum skierował się na Najwyższą Górę;

straszliwa siódemka, niezrównana,

ruszyła za nim.

Bohater przybył na Najwyższą Górę;

wzniósł swoją dłoń -

góra została zmiażdżona.

Później starł

równinę wokół Najwyższej Góry

z jej lasów nie pozostał nawet jeden pień.

A następnie Nergal [Erra] zniszczył dwa miasta w Palestynie:

Później, naśladując Iszuma,

Erra podążył Królewską Drogą.

Zniszczył miasta,

zamienił je w pustkowie.

Sprawił, że w górach zapanował głód,

wyniszczył zwierzęta.

Przeanalizujmy powyższe fragmenty. Ninurta uderzył na centrum kosmiczne. Wynika to z wcześniejszego fragmentu, który precyzował cele ataku, ale można się tego dopatrzyć również w określeniu "najwyższa góra". Po pierwsze słowo "góra" bywa używane w języku sumeryjskim jako synonim rakiety. Po drugie to właśnie na górze na Synaju lądował w huku ognia i dymu biblijny Jahwe. Jest to wyraźna wskazówka, iż to właśnie miejsce było głównym punktem w boskich podróżach. Ową najwyższą górę można również potraktować dosłownie. Według mnie mogłoby tu chodzić jedynie o górę Św. Katarzyny, która do dziś jest ważnym punktem dla wszystkich wielkich religii monoteistycznych. Dowodami materialnymi na potwierdzenie tezy o wybuchu jądrowym na Synaju, a jest ich niemało, zajmiemy się później.

Powyższy, dość skąpy opis zniszczeń, jakie spowodował atak Nergala warto uzupełnić kolejnymi fragmentami mitów Sumeru. Poniższy fragment pochodzi z Tekstów Kedorlaomera:

Ten, który spala ogniem

i ten od złego wiatru,

razem wypełnili swoje zło.

Ci dwaj sprawili, że bogowie uciekli,

sprawili, że uciekli przed żarem.

Sprawili, że to, co się wznosiło do Anu, zwiędło;

oddalili jego oblicze,

sprawili, że jego miejsce opustoszało.

Fragment ten, to pole do popisu w zabiegach interpretacyjnych. Z pierwszych wersów jasno wynika, z kim mamy do czynienia. "Ten, który spala ogniem" to, jak już wspominałem opisowe imię Nergala - boga wojny. Biorąc pod uwagę, iż działał on razem z Ninurtą, osoba kryjąca się w drugiej linijce przestaje być zagadką. Ich atak sprawił, że bogowie zostali zmuszeni do ucieczki. Można spekulować, czy chodziło tu o bogów stanowiących obsługę urządzeń naziemnych w gwiezdnym porcie, czy też należy przyjąć szerszą interpretację i przyjąć, iż chodzi tu o wielki eksodus bogów z Sumeru skażonego opadem radioaktywnym. Liczne "lamenty" nad miastami Sumeru wskazują na prawdziwość drugiej możliwości. Wątpliwości budzi też określenie "to, co się wznosiło do Anu". Anu był bogiem słońca, a więc na pierwszy rzut oka chodzi tu o roślinność. Z drugiej jednak strony Anu był najwyższym bogiem Nieba, a więc startujące z kosmodromu statki kosmiczne wznosiły się do Anu! Na podobnej zasadzie można się zastanawiać, czy "miejsce Anu" to tylko metafora Słońca, które zostało "oddalone" przez chmury dymu i popiołu powstałe po eksplozji, czy też miejsce Anu [boga Niebios] to właśnie kosmodrom - miejsce kontaktu "Ziemi" i "Nieba".

Idąc dalej - siła wybuchu była tak olbrzymia, iż cały obszar, gdzie zlokalizowane były dwa miasta zapadł się pod ziemię i uległ zatopieniu przez wody Morza Martwego. Fakt ten podawany przez poemat Erry zgadza się z opisem biblijnym i pracami archeologów. Opisana w Biblii Dolina Siddim jest przez naukowców utożsamiana właśnie z Morzem Martwym, a konkretnie jego płytszą, południową częścią. Potwierdzają to również źródła greckie i rzymskie. Szczegółowe omówienie materialnych świadectw wydarzeń w dolinie Jordanu już wkrótce, teraz zaś fragment z poematu Erry, o którym mowa:

Przekopał się przez morze,

podzielił jego całość;

sprawił, że to, co w nim żyło,

nawet krokodyle,

zwiędło.

Zwierzęta spalił jak ogniem,

rozwiał ich popioły, aby stały się jak piasek.

Opis skutków ataku jądrowego jest zbieżny z innymi, już nam znanymi i nie wymaga komentarza, zdziwienia mogą jednak budzić krokodyle. Obecnie nie żyją one w Morzu Martwym, w którym zresztą, z racji zasolenia, nic nie żyje. Czy jednak kiedyś gady te zamieszkiwały w tych regionach? Jest to możliwe, a potwierdzenie tego znajdujemy w eposie o Gilgameszu, który był ostrzegany przed tymi wodami z racji żyjących w nim potworów. Akcja eposu dzieje się na 900 lat przed opisywanymi obecnie przeze mnie wydarzeniami, jednak chronologii poświęcony jest następny już punkt artykułu.

8. Chronologia wydarzeń
Powyższa historia jest mocno skróconym opisem wydarzeń. Dla dopełnienia całości należałoby przedstawić dokładniej ówczesną sytuację polityczną Sumeru, sprecyzować przebieg sporów pomiędzy bogami, jak i opisać rolę Abrahama i Lota w tej wojnie. Wszystko to jednak nie dotyka bezpośrednio tematu niniejszego opracowania. Być może poświęcę tym sprawom dodatkowy artykuł, do sprawy Sodomy i Gomory powrócimy jeszcze przy okazji omawiania geologicznych dowodów potwierdzających tezy o wojnach atomowych w świecie starożytnym. Na koniec wpadałoby powiedzieć jeszcze parę słów o chronologii wydarzeń. Mitologia Sumeru wyraźnie łączy wydarzenia w Palestynie i na Synaju z kresem ich cywilizacji, spowodowanym "złym wiatrem", "wielką burzą zesłaną przez Anu", "burzą stworzoną w blasku błyskawic", która "na zachodzie się zrodziła". Synaj, zwany przez Sumerów Równiną Bez Litości jest wyraźnie powoływany, jako mający związek z upadkiem ich cywilizacji: "spośród gór to spadło na kraj, z Równiny Bez Litości przybyło". Kres Sumeru to czasy około 2000 roku p.n.e. Sitchin i Alford na podstawie szczegółowej analizy mitów, nie tylko sumeryjskich, ale również egipskich i hetyckich [Marduk był egipskim Re, a przez pewien czas ukrywał się w Anatolii, o czym świadczą sfinksy na modłę egipską znalezione w miastach Hetytów], jak i Biblii [epoka Abrahama] ustalili wyraźną datę ataku nuklearnego na Sodomę i Gomorę - 2024 rok p.n.e.



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Azazel
Forumowicz.
Forumowicz.



Dołączył: 10 Gru 2005
Posty: 1556
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2

PostWysłany: Pon 21:00, 19 Cze 2006    Temat postu:
 
Cały świat

W połowie naszego cyklu czas dokonać podsumowania mitologicznej jego części. Przyjrzeliśmy się do tej pory legendom Sumeru i eposom Indii odnajdując w nich przekazy niezbicie świadczące o tym, iż w zamierzchłej przeszłości bogowie toczyli niszczące wojny, między innymi z użyciem broni atomowej. W tej części chciałbym zabrać Cię w podróż dookoła świata. Pokazać, że podobne opisy znajdziemy w niemal wszystkich zakątkach kuli ziemskiej, dowieść, że wojny atomowe były w starożytności zjawiskiem globalnym.

1. Atlantyda, Mu, Kassakara, Ventui, Lenka...

Wszystko to nazwy zaginionych lądów, zatopionych w falach oceanu przez niewyobrażalną katastrofę. Wiele przekazów wiąże ich zagładę z toczonymi przez bogów wojnami na skalę międzykontynentalną. Atlantyda i Kassakara miały się ponoć wzajemnie unicestwić używając szczególnie niszczycielskiej broni. Lenka miała być spustoszona w wyniku wojennej zawieruchy, pewne przekazy mówią, iż padła ofiarą najazdu Atlantydów. Niektórzy badacze wiążą te wydarzenia właśnie z wojnami atomowymi. Jakkolwiek tezy o używaniu broni jądrowej nie są pozbawione podstaw, o tyle hipotezy o zagładzie całych lądów są w moim mniemaniu chybione. Co innego zniszczyć miasto, górę, skazić ogromne obszary lądu i wody, o czym mieliśmy okazję czytać we wcześniej cytowanych źródłach, co innego natomiast zagłada całego kontynentu i pogrążenie go w odmętach oceanu. Według mnie nie mogła to być 'zwykła' broń nuklearna i dlatego rozwodzenie się nad zaginionymi lądami zostawiam na czas późniejszy i inne opracowanie.

2. Tradycja germańska - bitwa Azów

Centralnym punktem wątku wojen bogów w mitologii germańskiej jest legenda o tak zwanej bitwie Azów. Co charakterystyczne nie tylko Ziemia, ale również Kosmos był areną tego konfliktu i obiektem rywalizacji. Szczególnie istotna jest scena finałowa tych mitów, która przetrwała w pamięci ludzkiej, jako 'zmierzch bogów', koniec świata:

Zmiarkowaliście ogrom grzechu?... Dlatego Odyn miota włócznię w zastępy. Dlatego padł Bollwerk, zamek Azów, gdzie szukali schronienia, byli bowiem nadzy... Utracili szczęście, prawdziwy blask jasności, zamienili bowiem istotę rzeczy na pozór, utracili Idafel, raj i musieli deptać na polu bitwy jako Wanowie szaleni.

Kultury Bliskiego Wschodu i Indii zachowały swe legendy w źródłach pisanych. Jako centra cywilizacyjne rozwijały się mając bogów za przewodników. W północnej Europie tego nie było. Brak jest wspaniałych osiągnięć, brak wymyślnych dzieł sztuki i wspaniałych eposów. Nie możemy natomiast narzekać na ilość ustnie przekazywanych opowieści. Czas i zacofanie kulturowe ludzi tego regionu wpłynął zdecydowanie niekorzystnie na jakość przekazów. Analizując je w oderwaniu od całokształtu mitologii światowej nie dalibyśmy rady przedstawić konstruktywnych wniosków, mając jednak spore możliwości porównawcze możemy pokusić się o odszyfrowanie nawet tak bajecznych relacji.

Już pierwsze zdanie rzuca nam się w oczy - wszędzie i zawsze jest mowa o karze, boskim wyroku, grzechu, zepsuciu itd. Przy okazji opowieści o Sodomie i Gomorze rozszyfrowaliśmy właściwe znaczenie tego zwrotu. W świecie rządzonym przez bogów, targanym ich ciągłymi wojnami grzechem było poparcie przeciwnika. Miasta nad Morzem Martwym zapłaciły straszliwą cenę za to, iż posłuchały 'złego słowa' Marduka. W powyższym fragmencie mamy do czynienia z nieco inną sytuacją - tu zbuntowanymi są Azowie - istoty 'wyższe', nie zaś ludzie. Jednak nie trzeba daleko szukać, by uwiarygodnić tę opowieść. W niezliczonych systemach religijnych sedno sprawy wyraża się w walce dobra ze złem, sił światła i ciemności, wyższych bogów z ich następcami, bogów między sobą. Wystarczy przypomnieć biblijnych 'synów bożych' - upadłych aniołów. Schemat wszędzie pozostaje ten sam - Ziemia jest obiektem rywalizacji co najmniej dwóch grup bogów, ludzie zaś, którzy mieli nieszczęście znaleźć się pomiędzy walczącymi bogami ginęli, tak, jak to mieliśmy okazję obserwować śledząc mity przedstawione w poprzednich częściach cyklu.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na takie elementy jak 'włócznia' miotana przez Odyna. Podłużny kształt pocisku, olbrzymie zniszczenia wywołane uderzeniem... Mając w pamięci sumeryjskie opisy rakiet balistycznych doskonale pasujących do tego zdawkowego sformułowania - wszystko staje się jaśniejsze. A fakt zniszczenia siedziby Azów, bezpiecznego schronienia, jakim był dla nich zamek Bollwerk? Czy nie przypomina to do złudzenia bitwy tarakamaja z tradycji hinduskiej? Również efekt wojny jest zaskakująco podobny - bogowie zwyciężyli, ale olbrzymim kosztem, ponieśli straty, z których nigdy się już nie podźwignęli, nastąpił zmierzch bogów, kres ich panowania na Ziemi, która odtąd stała się wyłączną domeną pozostawionej sama sobie ludzkości.

3. Edda

Święta księga ludów północy - Edda [inne nazwy: Edda Poetycka, Wieszczba Wölwy, Völsupá] również brzmi bajkowo:

Wije się wąż świata, straszny w swej wściekłości, bije morskie bałwany... Surt idzie z południa z ogniem zniszczenia, boskich wojów miecz jak słońce błyszczy, skały kruszą się; mężowie kroczą śmierci drogą, niebo pęka... W górze wysoko wąż lśniący zieje, smokowi na spotkanie syn Odina idzie, z wściekłością go wali obrońca Midgardu... Słońce ciemnieje, ziemia osuwa się w morze, spadają z nieba jasne gwiazdy, szaleją dymy i ogień, co życie ożywiał, płomieni żar wysoko strzela pod niebo.

W baśniowej otoczce znajdujemy jednak wszystkie elementy wybuchu jądrowego, które tak precyzyjnie opisywali nam sumeryjscy i indyjscy kronikarze: ogień, słup płomieni i dymu, niszcząca fala uderzeniowa, rozbłyski spadających na ziemię świateł, huk i grzmoty [niebo 'pęka', lub 'spada'], fale powodziowe wywołane wstrząsami. Wystarczy tylko spojrzeć na tę opowieść i porównać ją z jakże rzeczowymi relacjami innych mitów, by dojść do wniosku, iż również pod tym fragmentem kryje się zawoalowany przekaz o prawdziwej naturze opisywanych zdarzeń.

Hipoteza o bratobójczych wojnach bogów znajduje potwierdzenie również w tym fragmencie, a konkretnie w określeniu 'wąż świata'. W koncepcji Dänikenowskiej, tradycyjnie już przyjmuje się, iż smoki, węże i inne mityczne potwory to albo latające pojazdy bogów, albo zaawansowane technicznie machiny wojenne. W wielu wypadkach tak z pewnością jest, natomiast należy pamiętać też o tym, iż w niektórych mitologiach na czoło wybija się pewna cecha charakterystyczna - tendencja do swoistej animizacji bogów. Analizując poszczególne przekazy i opierając się na pracach Sitchina i Alforda jestem skłonny stwierdzić, iż każdy z bogów posiadał coś na kształt herbu, znaku rozpoznawczego, którym było zazwyczaj zwierzę. Również poszczególne ich frakcje występowały pod tego typu 'sztandarami', zwykle wywodzącymi się od znaku rozpoznawczego przywódcy. Według mnie to właśnie spowodowało, iż tyle w starożytnych legendach opisów, w których wyraźnie nie mamy do czynienia ani z potworami, ani pojazdami mechanicznymi, tylko z postaciami bogów opisanymi za pomocą zwierzęcych symboli.

Dowodów wskazujących na prawdziwość tego twierdzenia jest wiele. Tymczasem, chciałem powrócić tylko do jednego ze zwierzęcych wyobrażeń: smoka/węża. W niemal wszystkich systemach mitologicznych Bliskiego Wschodu [ale nie tylko tam], w których pojawiają się te stworzenia, są one ucieleśnienie złych mocy, z którymi bezustannie potykają się przedstawiciele dobra - bogowie i herosi. Oczywiście gdzie indziej [n/p Ameryka Środkowa] sytuacja jest odwrotna i to wąż/smok jest tym 'dobrym'. Co z tego wynika?

Zwracałem już uwagę na fakt, iż grzech, zło i wynikająca z tego kara są związane z wojnami bogów. Boskim grzechem był bunt przeciwko starszym/wyższym bogom, ludzkim grzechem - pomoc rebeliantom. Kara zaś nie miała żadnego szczytnego celu, jak to nieraz opowieść twierdzi - była ślepą zemstą, unicestwieniem potencjalnego zagrożenia, pokazem siły mającym zapobiegać podobnym próbom sprzeciwu w przyszłości. Oznacza to, iż nie było dobrych i złych bogów, a raczej byli, tylko że ocena zależała od konkretnej sytuacji. W rejonach podporządkowanych określonej frakcji zawsze druga strona [co oczywiste] była złym wrogiem, którego należy zniszczyć za wszelką cenę. Wracając na chwilę do Sumeru: skupieni wokół Marduka buntownicy - Enkici byli wyobrażani symbolicznie właśnie jako węże!

Jednolitość mitologicznych wyobrażeń pochodzących z najróżniejszych zakątków świata skłania do przyjęcia, iż bogowie występujący w różnych systemach religijnych to Ci sami Przybysze, którzy zawitali na Ziemię. Wyraźnie potwierdzają to również poszczególne przekazy [porównaj cykl Kronika z Akakor]. Podróżowali oni po całej planecie, tocząc swe wojny. Zależnie od tego, kto dany region kontrolował, jedna bądź druga grupa funkcjonowała jako 'prawdziwi', dobrzy bogowie. Analiza porównawcza wskazuje, iż 'węże' dominowały w Ameryce, Egipcie, wschodniej Azji. Bliski Wschód zaś i Europa to obszary, gdzie funkcjonowały one jako symbol zła.

Ale, wracając do tematu:

4. Hellada

Mitologia grecka jak mało, która obfituje w niezliczone opisy boskich utarczek. Nie mówię tu o drobnych sporach pomiędzy poszczególnymi bogami olimpijskimi, które były na porządku dziennym, ale o prawdziwie apokaliptycznych starciach, wśród których na pierwsze miejsce wysuwa się walka z Tytanami. Każdy z nas, w mniejszym lub większym stopniu zna mity Grecji i Rzymu, ograniczę się więc do dwóch tylko cytatów z mnogiej ich liczby do wyboru. Pierwszy fragment pochodzi z Iliady Homera, który to epos, choć będący dziełem czysto literackim, w tym fragmencie wyraźnie ukazuje swe mitologiczne korzenie:

Lecą na siebie, w ręku z groźnymi oszczepy.

Ryknęła ziemia, nieba zatrzęsły się sklepy...

Czemu bogów do boju przez twą dumę wypychasz?

To zaś obszerny fragment jednego z mitów:

Wśród bogów rozgorzał gwałtowny i gorzki spór. Rzucili się na siebie z tak potężnym hałasem, a odległa ziemia zadrżała, a z nieba dalekiego rozległ się głos niczym trąby. Serce Zeusa radowało się, gdy ujrzał bogów w walce. A ziemia się rozstąpiła ręką Posejdona, bo sprawił, że się zatrzęsła; tak potężny był hałas, jaki się wzniósł, gdy bogowie rzucili się na siebie. A ziemia się zapaliła i spaliła zmarłych i cała była wypalona. I cierpiały męki węgorze i ryby w swych odmętach, a przejrzyste wody zawrzały i zabulgotały.

5. Biblia

Do Pisma Świętego nawiązałem już podczas opowieści o Sodomie i Gomorze [patrz poprzednia część cyklu], obecnie czas na inny fragment, pochodzący z Apokalipsy Św. Jana. Księga ta obfituje we wszelkiego rodzaju kataklizmy, katastrofy, w tym i takie, które wykazują cechy opisów użycia broni atomowej. Zdaję sobie sprawę, iż sięgnięcie do tego akurat źródła może się wydać chybione. Apokalipsa to dla wielu księga prorocza, przepowiadająca koniec świata, inni wysuwają z kolei teorię, w myśl której jest to opowieść o dziejach żony Jezusa, Marii Magdalenie uciekającej z Palestyny do Francji. Niezależnie od rozważań nad znaczeniem Apokalipsy jedno nie ulega wątpliwości - również tu, wiele opisów jest zaczerpniętych z mitologii mezopotamskiej, a więc zawiera pośrednio informacje o rzeczywistych wojnach opisywanych przez sumeryjskich kronikarzy, a nie tylko treść przypisywaną jej przez badaczy i teologów. A więc, cytujmy:

A anioł wziął kadzielnicę i napełnił ją ogniem z ołtarza i rzucił ją na ziemię. I nastąpiły grzmoty donośne i błyskawice, i trzęsienie ziemi. [Obj.8,5]

Przytoczony fragment wygląda na daleką reminiscencję wiedzy o prawdziwej naturze niszczycielskiej broni bogów. W wielu innych mitologiach broń ta była jak tu: wypełniona boską mocą, nieznaną energią, namaszczona w boskich siedzibach. Pamiętając o opisach indyjskich wiemy, iż bogowie stosowali nie tylko rakiety balistyczne, ale również pociski zrzucane bezpośrednio z latających pojazdów. W obu przypadkach skutki były zaś takie same:

I zatrąbił pierwszy. I powstał grad i ogień przemieszane z krwią, i zostały rzucone na ziemię... I spłonęła jedna trzecia ziemi, spłonęła też jedna trzecia drzew, i spłonęła wszystka zielona trawa. [Obj.8,6-7]

Ogień, zniszczenie, huk, grzmoty, apokalipsa, tak w tej relacji, jak i w innych. W Objawieniu Św. Jana bomby rzucają aniołowie. Można się jedynie zastanawiać, czy czasem nie użyto tu określenia aniołowie na opisanie powietrznych machin, jakie wysłał Jahwe dla dokonania zniszczenia. W końcu cheruby z księgi Ezechiela zostały trafnie zidentyfikowane, jako elementy pojazdu latającego. Ale, kontynuujmy lekturę:

I spadła z nieba wielka gwiazda płonąca... a imię tej gwiazdy Piołun... a wielu ludzi pomarło od tych wód, dlatego, że zgorzkniały. [Obj.8,10-11]

Zgorzkniałe wody? Skąd My to znamy? Nie muszę chyba nikomu przypominać, że jednym z zasadniczych skutków wojny jądrowej, tak w rzeczywistości, jak i w opisach mitologicznych jest skażenie wody, bardzo często opisywanej właśnie jako zgorzkniała. W tym kontekście gwiazda Piołun jawi się, jako jaśniejący na nocnym niebie spadający pocisk jądrowy. Można oczywiście spekulować nad bronią chemiczną, ale w kontekście całego opisu należałoby się raczej skłonić do koncepcji 'jądrowej'.

I widziałem gwiazdę, która spadła z nieba na ziemię... i otwarła studnię otchłani. I wzbił się ze studni dym... a słońce i powietrze zaćmiły się od dymu ze studni. [Obj.9,1-2]

I wreszcie moment kulminacyjny - opis bezpośredniego uderzenia pocisku nuklearnego w cel... czyż nie idealnie pasujący do analogicznego opisu z eposu o Gilgameszu? Tam, zniszczeniu uległa cała góra, tu siła wybuchu wyrwała krater w ziemi, z którego wzbił się następnie w górę słup dymu i ognia, rozpościerając charakterystyczny 'grzyb' nad całą okolicą.

Jak, już wspominałem opisy użycia broni jądrowej należy łączyć z faktem wojen toczonych między bogami. Konflikty te często przedstawiane były pod postacią ścierania się sił dobra i zła. W Biblii, a zwłaszcza w apokryficznej księdze Henocha nie brak opisów 'upadku aniołów', 'zrzucenia aniołów' z nieba, 'strąceniu upadłych aniołów' na ziemię. Wszystko to nic innego, jak wojny bogów obecne w innych systemach mitologicznych. 'Zła' strona takich konfliktów jest czasem przedstawiana pod postacią węży i smoków. O tym również pisałem w poprzedniej części naszej opowieści, a teraz chciałem wspomnieć jedynie, iż także w tradycji chrześcijańskiej ta symbolika została zachowana:

I wybuchła walka na niebie: Michał i aniołowie jego stoczyli bój ze smokiem. I walczył smok i aniołowie jego. Lecz nie przemógł i nie było już dla nich miejsca na niebie... zrzucony został na ziemię, zrzuceni też zostali z nim jego aniołowie. [Obj. 12,7-9]

Warto jeszcze wspomnieć, iż egipska Księga Umarłych opisuje identyczną sytuację - kosmiczną walkę Ra z jego wiarołomnymi dziećmi.

6. Chiny

Nie dysponując niestety bezpośrednią treścią mitów kraju środka mogę poprzestać jedynie na wyliczeniu kilku określeń, które jednoznacznie wskazują na to, iż również ta mitologia niczym nie odbiega od reszty świata, jeśli chodzi o obecność opisów broni jądrowej.

- włócznie gromów = pociski balistyczne

- uderzenia pioruna = eksplozje bomb i rakiet

- kulisty ogień = fala uderzeniowa

- niebiańskie parasole = charakterystyczny 'grzyb' po wybuchu atomowym

To tylko mały wycinek naprawdę fascynujących mitów wschodniej Azji, w których odnajdziemy opisy wielu niezwykłych urządzeń technicznych i broni. Szczegółowo problemem tym zajmował się Peter Krassa i do jego książek pozostaje mi odesłać czytelnika.

7. Thai'owie

Jednym ze stale przewijających się motywów jest niewidzialna śmierć nadchodząca po wybuchu, skażenie ludzi, zwierząt, wody - opad radioaktywny. Ciekawie przedstawiają się tu legendy ludu Thai opisujące latającego węża, Thien-sze:

Niebiański wąż zaćmił niebo; a tam, gdzie przeszedł, ludzie z trudem chwytali powietrze. Z jego ciała nieustannie spadał na ziemię biały pył, który powodował nie tylko trudności w oddychaniu, lecz także nieuleczalną wysypkę, która odbierała ludziom siły, aż wreszcie umierali w cierpieniach. Biały pył Thien-sze dławił też wszystkie rośliny i małe zwierzęta.

Przyznaję, że opis ten bardziej przypomina użycie broni chemicznej, takie jaką stosowali n/p Amerykanie w czasie wojny w Wietnamie, jednakże jest to relacja na tyle ciekawa, że mimo wszystko postanowiłem ją zamieścić, zwłaszcza, że podobne historie odnajdziemy gdzie indziej: w Mahabharacie:

Grom opadł i stał się drobnym pyłem. Aby ujść przed tym ogniem, żołnierze rzucili się do rzek, aby obmyć ciała i zbroje.

Oraz w Biblii [również 'wysypka']:

I wyszedł pierwszy, i wylał czaszę swoją na ziemię; i pojawiły się złośliwe i odrażające wrzody na ludziach. [Obj.16,2]

8. Ameryka Środkowa

Aby nie pominąć żadnego kontynentu pora przenieść się do Ameryki. Wśród wielu mitów i legend opisujących kataklizmy, zdecydowana większość jest łączona przez samych autorów z katastrofami naturalnymi, obszernie zajmuję się tym problemem w cyklu Kronika z Akakor. Nie przeinaczając zdania samych twórców tych opowieści wspomnę jedynie o dwóch ciekawych faktach. W mitologii Indian kanadyjskich przetrwały historie opowiadające o straszliwych demonach, które pojawiły się daleko na południu i zniszczyły tamtejsze wielkie miasta. Z Ameryki Środkowej pochodzą natomiast przekazy, w myśl których bogowie spalili ziemię bronią 'gorącą, jak słońce'. Wreszcie w Popol Vuh, świętej księdze Majów Quiche odnajdujemy historię, jako żywo przypominającą biblijną opowieść o Sodomie i Gomorze:

...słońce wstało i wzniosło się jak człowiek. I nie można było wytrzymać jego ciepła... Natychmiast przemienili się w kamień.



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
p-ter
Forumowicz.
Forumowicz.



Dołączył: 18 Lis 2006
Posty: 9
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

PostWysłany: Sob 18:48, 18 Lis 2006    Temat postu:
 
Mam pytanie.Przeczytał ktos cały ten txt???Jeśli tak to GRATULACJE!!!
(ja nie wytrwałem) :-)



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
RA-V
Forumowicz.
Forumowicz.



Dołączył: 14 Mar 2006
Posty: 451
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2

PostWysłany: Sob 18:51, 18 Lis 2006    Temat postu:
 
Mmm.. Ja, w końcu też jestem dawcą tego tekstu Smile
Ten, kogo to kręci przeczyta z zapałem i potem będzie żałować, że skończył.
Na wakacjach przeczytałem zapewne ponad pół tysiąca stron o tej tematyce.



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Azazel
Forumowicz.
Forumowicz.



Dołączył: 10 Gru 2005
Posty: 1556
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2

PostWysłany: Nie 10:14, 19 Lis 2006    Temat postu:
 
Ja go dosłownie połknąłem



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Krzysiek
Forumowicz.
Forumowicz.



Dołączył: 23 Lis 2006
Posty: 3
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: hull

PostWysłany: Czw 23:25, 07 Gru 2006    Temat postu:
 
nic dodać nic ująć .... za to przykładów i wątków w głowie mam jeszcze dziesiatki na ten temat i podobne jemu ... jednakże forum to nie książka . Nie mniej jednak temat fascynujący i budzący nie jedną refleksje ... to trzeba przyznać ... Panowie gratuluje tematów i opisów ... niezwykle ciekawa lektura ... ale zostawcie tez jakis temat dla mnie bo pole zagadek sie zawęża ........ byle tak dalej .... dobra robota .



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Toni
Forumowicz.
Forumowicz.



Dołączył: 28 Paź 2008
Posty: 40
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

PostWysłany: Pon 20:36, 05 Sty 2009    Temat postu:
 
dla tych którzy nie chcą czytać tylko słuchać w czasie przeglądania stron www

http://patrz.pl/mp3/atomowa-wojna-bogow-aleksander-mora



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
FallChildren
Forumowicz.
Forumowicz.



Dołączył: 07 Lut 2009
Posty: 13
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Lublin
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 22:41, 07 Mar 2009    Temat postu:
 
Nie czytałem wszystkiego ale mam pytanie, po co ci bogowie mieliby sie zajmowac takimi marnotami jak ludzie? Do walki bylismy potrzebni ale po co nas teraz trzymaja?



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
tadzio90
Forumowicz.
Forumowicz.



Dołączył: 02 Kwi 2006
Posty: 289
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Bydgoszcz

PostWysłany: Czw 3:12, 19 Mar 2009    Temat postu:
 
A dlaczego to bogowie nas trzymają? Życie człowieka podyktowane jest genami i hormonami. Człowiek żyje, bo tak wyewolułował i wątpię, żeby jakiś bóg maczał w tym palce. W końcu nie ma na świecie bardziej niedoskonalszego narządu, jak ludzkie oko . Niestety te opisy dla mnie będą zawsze fikcją literacką. Użytych jest pełno nieznanych zwrotów, które obecnie są nie do końca zrozumiałe, przez co i niepoprawnie tłumaczone.



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
janook
Forumowicz.
Forumowicz.



Dołączył: 10 Paź 2009
Posty: 9
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Dębica
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 21:15, 23 Lut 2010    Temat postu:
 
oko warzki lub muchy jest bardziej doskonalsze od ludzkiego..



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
janook
Forumowicz.
Forumowicz.



Dołączył: 10 Paź 2009
Posty: 9
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Dębica
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 21:24, 23 Lut 2010    Temat postu:
 
Ważki osiągają długość 18-130 mm, mają dużą, ruchliwą głowę, na której znajdują się duże oczy złożone (w ciągu 1 sekundy rozpoznaje 300 pojedynczych obrazów - oko człowieka tylko 20) oraz 3 przyoczka, krótkie czułki, niewielki przedtułów, pozostałe części tułowia - śródtułów i zatułów - zrośnięte ze sobą, odwłok długi. Skrzydła wielkie, błoniaste, zwężające się u nasady, u większości gatunków przezroczyste. Nogi ważek są krótkie, zakończone 3-członową stopą z pazurkami. Większość ważek ma żywe ubarwienie, często o metalicznym połysku. Głównym ich zmysłem orientacyjnym jest doskonale rozwinięty wzrok. Mają narządy gębowe typu gryzącego, wyposażone w liczne ząbki.



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Jestem
Forumowicz.
Forumowicz.



Dołączył: 08 Sie 2010
Posty: 2
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 13:59, 08 Sie 2010    Temat postu: Może my nie pierwsi...
 
"Bogowie" jako "Obcy" - czy to jest możliwe?
- od stuleci człowiek człowiek wymyśla maszyny, które mają sprawić, żeby coś leciało, trafiło przeciwnika i mu łeb urwało.
I od stuleci jest to albo sprężyna - najpierw drewniana, później z nowszych materiałów, albo rura, w której człowiek kontroluje reakcję egzotermiczną i wykorzystuje prawo zachowania pędu.
Nic się nie zmienia, poza doskonaleniem materiału rury oraz paliwa.
Ta technika uczyniła ostatnio ogromne postępy, jednak asymptotycznie zmierza do kresu swoich możliwości.
Jednocześnie wielu wierzy, że ktoś, kto jest tylko nieco dalej w podobnej technologii, pokonuje odległości dla nas zupełnie nieosiągalne, niewyobrażalne. Nie można wykluczyć istnienia innych istot podobnych do nas gdzieś we wszechświecie, można jednak wykluczyć "kontakty towarzyskie" z nami - z tej właśnie przyczyny.
Z drugiej strony - ktoś, kto potrafi penetrować kosmos inaczej niż rozpędzając się do dużych prędkości - nie będzie "kompatybilny" z naszym umysłem, może nawet być przez nas zupełnie nierozpoznawalny, trudno powiedzieć, żeby używał skafandrów, pojazdów, pocisków, myślał w kategoriach dominacji, pychy, zysku i t.p.
Dlatego bardziej prawdopodobną widzę możliwość, że nasza cywilizacja nie jest pierwszą cywilizacją techniczną na Ziemi. To by znacznie więcej tłumaczyło. Nas może również czekać podobny los - wystarczy globalna wojna i nieliczni , którzy ocaleją będą znowu przez kilka tysiącleci uprawiać szkołę przetrwania i na nowo wyważać drzwi wiedzy dzisiaj otwarte. Dzisiejsza cywilizacja opiera się na wysokiej specjalizacji, toteż jej odtworzenie będzie wymagało przechowania szczątkowej wiedzy przez dziesiątki pokoleń wśród zdziczałych ludzi, zanim osiągną zdolność jej stosowania.
To samo można by powiedzieć w czasie przeszłym - jeżeli ludzkość już wcześniej doświadczyła podobnej przygody.
Jakie pamiątki po nas wygrzebie archeolog za 10000 lat, gdyby nas spotkała dzisiaj nagła zagłada?
Złoża plastików ulegną przemieleniu i sedymentacji między warstwami gruntu - może będą surowcem jak dzisiaj ropa. Beton i asfalt skruszeje - może ktoś gdzieś odszyfruje kształt dróg i budynków. Kamienne tablice cmentarzy mówią to samo o nas dzisiaj, co 200 lat temu.
Cała istota naszej dzisiejszej wiedzy, kultury i nauki jest zawarta w mikroskopijnych strukturach procesorów, warstewce organicznych barwników na płytkach CD no i na słabej jakości papierze.
Kamienne liczydło z muzeum starożytności będzie łatwo rozpoznane, kalkulator Bolek, jeżeli się nie spali czy nie zgniecie - może nawet zadziałać po tysiącleciach ale superkomputer z 2050 r. oparty na organicznym żelu zgnije w godzinę po odłączeniu klimatyzacji.

Pofantazjuję analitycznie:
Załóżmy, że po wyczerpaniu zapasów żywności, gdzieś głęboko w górach, opuszcza bezpieczny bunkier ekipa wybrańców - członkowie grupy rządzącej do niedawna istniejącym społeczeństwem. Zaczynają nowe życie ale postanowili, ze wykorzystają swoją przewagę (z najwyższą ostrożnością i w tajemnicy) - raczej nie chcą być rozpoznani przez dawnych obywateli. Ustalają jak wtajemniczać z pokolenia na pokolenie wybranych następców, aby kiedyś, kiedy się to okaże możliwe, odbudować dawną świetność.
Podobnie czyni ocalała grupa dysydentów, z tym, że oni postanawiają robić wszystko, żeby historia się nie powtórzyła.
I oto mamy dwie organizacje, toczące przez pokolenia walkę o władzę nad światem - jak w Biblii - "Nasienie Węża" i "Niewiastę".
Pierwsza reprezentuje hierarchiczną władzę i elitarny dostęp do wiedzy, druga egalitarne wykształcenie i bezpośrednie podporządkowanie Absolutowi. W pierwszej człowiek jest narzędziem dla zwierzchnika hierarchii, w drugiej Bóg służy człowiekowi swoim przywództwem i prawem - dla dobra człowieka.
"Organizacje" można rozumieć dosłownie, mogą to być również tylko trendy - tendencje inżynierii społecznej opartej na przeciwstawnych założeniach.
To by była taka próba racjonalizacji mitologii judeochrześcijańskiej oraz apokalipsy z odrzuceniem bardzo mało prawdopodobnych przybyszy ze zbyt odległych światów.



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Jestem
Forumowicz.
Forumowicz.



Dołączył: 08 Sie 2010
Posty: 2
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 14:59, 08 Sie 2010    Temat postu: Czwarta już była
 
Ktoś powiedział, że nie wie, jak będzie wyglądała III Wojna Światowa, ale czwarta będzie na maczugi i kamienie.
A może to już było?
Może nasi przodkowie mieli już rozwiniętą technicznie cywilizację?
Czy na pewno nasza archeologia jest w stanie to wykluczyć?
Gdyby nas ktoś ocenił po glinianych i kamiennych tablicach, które po nas zostaną, to dojdzie do wniosku, że nasza nauka nie istniała.
Pieniądza też nie znamy - w grobach największych dostojników nie znajdziesz metalowej monety.



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Gość







PostWysłany: Sob 19:22, 21 Sie 2010    Temat postu: Re: Czwarta już była
 
Jestem napisał:

Ktoś powiedział, że nie wie, jak będzie wyglądała III Wojna Światowa, ale czwarta będzie na maczugi i kamienie.



Ten "ktoś" to Albert Einstein kolego:)

Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum Apokalipsy Strona Główna -> Historia świata / Paleoastronautyka Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
 
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

 
fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo

Powered by phpBB © 2004 phpBB Group
Galaxian Theme 1.0.2 by Twisted Galaxy